O autorze
W 1988 r. ukończył studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1988-1989 odbył studia podyplomowe we Francji na Universite de Paris X Nanterre – DESS Droit International du Commerce (Międzynarodowe Prawo Handlowe). W latach 1990-1991 pracował w kancelariach prawnych w Nowym Jorku i Paryżu. Aplikację adwokacką odbył w latach 1991-1995 w Warszawie. Od 1996 r. do czasu objęcia mandatu parlamentarnego był wspólnikiem Spółki ,,Pociej, Dubois i Wspólnicy. Kancelaria Adwokacka”. Prowadził sprawy i doradzał w zakresie prawa karnego, rodzinnego, handlowego i nieruchomości. Jako felietonista współpracował z Gazetą Finansową, Życiem Warszawy, Polskim Radiem, Sukcesem oraz Gentelmanem. W 2005 roku ukazała się jego książka „Ręce na biurku” będąca zbiorem najlepszych felietonów. W latach 2002-2007 współtworzył i prowadził pierwszy w Polsce program sądowy ,,Werdykt’’ nadawany na antenie Tele5. W wyborach prezydenckich w 2005 roku był szefem sztabu wyborczego prof. Zbigniewa Religi. W 2011 r. został wybrany na Senatora RP w Warszawie. Czynnie uprawia sport m.in. jeździectwo, narciarstwo i tenis ziemny. Pojawia się w kinie grając epizodyczne role w takich filmach jak: ,,Nie ma mocnych’’, ,,Kochaj albo rzuć’’, „ Sto koni do stu brzegów”, ,,Ogniem i mieczem’’, ,,Stara Baśń’’, a ostatnio „Bitwa Warszawska 1920”

O piratach drogowych

Robert Kubica tradycyjnie wyleciał z trasy kolejnego rajdu – tym razem Monte Carlo. Również tradycyjnie skasował kolejny samochód, który nieopatrzny producent dał mu do prowadzenia. Gdyby zastosować standardy proponowane przez Jacka Kurskiego i Solidarną Polskę do zwalczania niebezpiecznych kierowców - mimo że trzeźwy i startujący w zawodach sportowych – Kubica powinien mieć odebrane prawo jazdy i zabrany samochód. Co prawda zabieranie auta prowadzonego przez Kubicę nie jest najłatwiejszą sprawą, gdyż trzeba mieć lawetę, która zwiezie metalowe truchło z toru kolejnego rajdu, ale zawsze złom jest złom i zgodnie z teoriami prawniczymi ziobrystów Skarb Państwa na tym zarobi.

Przypadek Kubicy przekraczającego nie tyle dozwoloną prędkość, co granice zdrowego rozsądku, pędzącego z szybkością pirata drogowego, musi kierować nasze myśli ponownie ku Jackowi Kurskiemu, który w ostatnich latach zasłynął jazdą wskazującą na brak nie tylko politycznej wyobraźni. Co prawda 10% śmiertelnych wypadków w Polsce jest spowodowana przez pijanych, ale 90% - przez trzeźwych, pędzących jak wariaci po polskich drogach. W świetle tych statystyk czynienie z Kurskiego przez Solidarną Polskę sztandarowej postaci walczącej o bezpieczeństwo na drogach jest równie zgrabnym posunięciem, jakim byłoby na przykład posyłanie posła Szeligi do programów na temat legalizacji prostytucji, gdzie sympatyczny ten i wielce rodzinny skądinąd poseł, szczerzący się ze zdjęcia do wyborców ze Zbigniewem Ziobro i posłanką Kempą podczas chrzcin maluszka, miałby w imię wartości chrześcijańskich i nauki Kościoła sprzeciwiać się legalizacji najstarszego zawodu świata. Można byłoby również z podobnym powodzeniem wystawiać posła Wiplera do programów mających na celu powstrzymanie agresji pijanych w stosunku do policji.



Wracając do Kubicy - wszystko wskazuje na to, że kariera naszego enfant terrible kierownicy i postrachu organizatorów europejskich rajdów dobiegnie niedługo końca z jednego z dwóch powodów: albo sponsorzy w końcu zrozumieją, że inwestowanie w człowieka potrafiącego skasować każdy samochód w kilka tygodni nie może się opłacać, albo ludzie wykonujący i tak już dosyć ryzykowny zawód pilota uznają, że szanse na przeżycie u boku Kubicy są podobne do znalezienia koalicjanta przez PiS i odmówią tej niebezpiecznej współpracy, a wtedy jedynym, który nie będzie bał się pilotować Kubicy będzie automatyczny pilot.
Trwa ładowanie komentarzy...